W tej chwili, kiedy on mi się ukazał
Niebo było spokojne i niebieskie
A wyrażony świtającym bladym światłem
Jego głowa – ozdobiona była poranną rosą
Białe niczym księżyc było to czarodziejskie ciało
Jego włosy były niczym stworzone ze złota
I bałem się, że ten moment znów przeminie
W biegu gwiaździstej nocy
Jego piękność powiewa przez wszytskie czasy
Jego czerwone usta towarzyszyć mi będą na wieki
Moment minął, piękność musi uciekać
Jego obraz znika w brzasku
Muszę tylko brnąć dalej razem z dniami
Jednak on pozostaje dobrze znanym snem
Odkąd nasłuchuje jego słodkich wiеści
Cudownych pod każdym względem
Myślę skrycie nadal o świcie
I niе wiem, czy był kiedykolwiek